Reakcje językowe, które warto znać – czyli co sprawi, że będziesz mówić płynniej?

Każdy, kto uczy się angielskiego, marzy o płynności mowy. Dodaje to pewności siebie, jeśli wiesz, że mówisz zgrabnie. Kto bowiem lubi słuchać kogoś, kto posługuje się językiem nie do końca poprawnie? Nie ma chyba kogoś takiego. A co, jeśli masz problemy z płynnością? Nie załamuj się, uszy do góry! Wszystko jest kwestią wprawy i nauczenia się. Tymczasem, jeśli nie wiesz, jak zabrać się za naukę języka angielskiego, jakich słów użyć w pewnych momentach, oto mała lista przygotowana specjalnie dla Ciebie.

As luck would have it

Wyrażenia tego używamy głównie w momentach, gdy stało się coś oczekiwanego i złego, my zaś nie mogliśmy nic poradzić. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak „traf tak chciał”. Całkiem adekwatne, zwłaszcza gdy np. stanie się coś przykrego, a my nie mamy sił się złościć.

Come what may

Jak to mawiał Rejent Milczek, „Niech się dzieje wola nieba/Z nią się zawsze zgadzać trzeba”. I jak słynne zdanie z komedii Fredry, „Come what may” jest reakcją na sytuację, w której już nie mamy sił nic robić i zdajemy się na łaskę losu. Każdy bowiem zna uczucie, kiedy to pełni rezygnacji w coś wchodzimy i nie obchodzą nas skutki.

Ladies first

Piękna, dżentelmeńska reakcja w stosunku do pań. Do dziś można spotkać się jeszcze z tym, że co bardziej staroświeccy mężczyźni lub dobrze wychowani przepuszczają damę pierwszą. To ni mniej, ni więcej wyraz szacunku. Oznacza dosłownie „Panie przodem”/”Panie mają pierwszeństwo”.

Long time no see!

Każdy z nas ma takiego przyjaciela, z którym może nie widzieć się dużo czasu, a i tak kiedy przychodzi do spotkania, ma się wrażenie, że się nic nie zmieniło. Zazwyczaj bez namysłu się w takich sytuacjach mówi: „Kopę lat!”. Angielskim ekwiwalentem swojskiego stwierdzenia jest owo „Long time no see!”.

Mark my words!

W popularnym sitcomie ‘Allo! ‘Allo! postać Michelle Dubois, grana przez Kirsten Cook, miała zwyczaj mówienia: „Słuchajcie uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać!”. Niejeden spośród nas lubi, jak zapamiętuje się jego słowa za pierwszym razem. Anglojęzyczni ludzie posługują się w takich sytuacjach sformułowaniem „Mark my words!”. Oznacza to po prostu „Zapamiętaj, co mówię!”.

You’ve got me there

Moment, w którym zostajemy przez kogoś, kolokwialnie mówiąc, zagięci nie należy do tych przyjemnych. Jednak z drugiej strony uświadamia nam, że jest luka w naszym rozumowaniu. I zwrot „You’ve got me there” doskonale sprawdza się w takiej sytuacji. Bowiem oznacza, że ktoś został przyłapany na czymś w wypowiedzi.

A jeśli w życiu codziennym masz problemy…

Warto zapamiętać również kilka przydatnych zwrotów używanych bardziej na co dzień. Nie zawsze bowiem np. mamy idealną znajomość okolicy. Jeśli na przykład zgubimy się gdzieś po drodze do teatru, warto zapytać kogoś o drogę. Rzecz jasna, należy to zrobić z kurtuazją. Nie zapytamy przecież „I’m sorry. I forgot the way to theatre.” Nie, lepszym wyjściem będzie w tej sytuacji posłużenie się zwrotem: „Excuse me, can you show me the way to the theater?”. Podobnie sprawa ma się, jeśli chcemy wyjść na zewnątrz z dusznego pomieszczenia i niezbyt możemy wytrzymać. Najlepszą opcją będzie wtedy „Excuse me, can I go outsider?”. W obu tych przypadkach, jak i w każdym podobnym najlepiej będzie dodać jeszcze słówko „please”. Będzie to odebrane jako bardziej grzeczne i ogólnie pozytywne, niż gdyby zabrakło owego słowa. Nikt bowiem nie lubi ani rozmawiać, ani tym bardziej być wziętym za ordynarnego. Jeśli natomiast ktoś nas o coś prosi, np. kolega z ławki o pożyczenie długopisu, możemy mu go pożyczyć, kulturalnie odpowiadając: „Yes, of course. Here you are.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *